Powrót? Czemu nie.

Cześć.  A więc wracam po dość długim czasie nie wchodzenia na bloga. Powód? Brak czasu. W ciągu roku szkolnego zwiedziłam 3 oddziały szpitalne, z czego w jednym byłam przez 6 tygodni, a gdy siedziałam w domu, zwykle nie mogłam się ruszać z łóżka, co odbierało mi chęć do jakiegokolwiek normalnego funkcjonowania. Zdałam rok w szkole, ledwo, ledwo ale zdałam. Choroba atakuje teraz pełną parą. W czwartek mam kolejny rezonans magnetyczny, jestem po cholernie bolesnych badaniach, przede mną jeszcze punkcja kręgosłupa i możliwe, że operacyjne wycinanie zawartości dysku.
Ciężko stwierdzić, co mnie czeka, ale nie mogę się poddawać, nie? Wyobraźnia chyba zaczęła mi z powrotem działać, co mnie po części cieszy i martwi. Przez większą część dnia nie jestem obecna tu, w moim domu, tylko znacznie po za granice normalności. Czy to jest dziwne? Jak najbardziej tak. Ale nie przeszkadza mi to, choć powinno i to jest ten problem.
Jazda konna zawsze była moją podstawą, moją opoką, więc pomimo ostrych zakazów jutro jadę do jednej stajni spróbować wsiąść. Może raz na jakiś czas będę mogła pojeździć choćby na chwilę. Zależy mi na tym bardzo. Choć jazda konna dużo dla mnie znaczy, to stanowczo bym się załamała, gdybym straciła w ogóle kontakt z końmi, a to na szczęście mam zapewnione. 10 minut od domu mam kucyki z którymi mogę, Dzięki Bogu, przebywać tyle ile chcę i to jest dla mnie jak dawka leku uspokajającego. Kocham to. Jednak jazdy mi brakuje, dlatego czuję, że muszę spróbować. Jeżeli mnie będzie boleć, trudno, ale będę przynajmniej próbować, a nie porzucę całkowicie tego pomysłu.
Więc wracam do pisania. Coś mnie tknęło ostatnio żeby znów spróbować, bo co robiłam kiedy nie pisałam? Czytałam. Po prostu musiałam znaleźć się w innym świecie, a czytanie załatwia mi ten problem od zaraz. W pisaniu trzeba się bardziej natrudzić.

Więc drodzy czytelnicy, zapraszam do czytania i komentowania. :)