Jo – rozdział trzeci.

Grupa składała się z 12 dziewczyn, a raczej kobiet bo każda z nich miała ukończone 21 lat i 6 mężczyzn. Gdy ich wybierałam nie miałam dużego wyboru, bo tancerze których w to angażowałam musieli być ponad poziomem zaawansowanym i niestety, czego nie chciałam przyznać musieli posiadać twarz do tańca. Czyli musieli być wysportowani, przystojni – w przypadku mężczyzn i seksowni, a także nie mogli być trudni podczas współpracy. Szukałam odpowiednich ludzi przez prawie 2 tygodnie i prawie 90 % nich znalazłam oglądając ich taniec na filmikach umieszczonych na youtube. Ellie była wyjątkiem, ale ona potrafiła tańczyć lepiej niż nie jeden z nich i przez to wybaczałam jej charakter.

Zaczęliśmy jak zwykle od lekkiej rozgrzewki, przechodząc w cięższą, aż doszliśmy do bardzo trudnego utworu którego mogli brać pod rozprężenie. Piosenka nie należała do najszybszych, ale choreografię zrobiłam bardzo żywą, elektryczną i wymagającą maksimum skupienia. Ją musieli się nauczyć gdy prowadziłam nabór do grupy. I jeżeli nie potrafili jej prawidłowo zatańczyć od razu odpadali.

Stanęłam jak to zwykle przodem do nich, a tyłem do luster. Muzyka się rozpoczęła, a w nim nasze ciała się włączyły. Robiąc co do mnie należy obserwowałam każdego z nich i opieprzałam gdy coś robili źle. Wiem, że każdy z nich w tym momencie mnie nienawidził, ale musieli się z tym pogodzić.

- Trey! Przedszkolak by lepiej od ciebie tańczył! Ellie skup się do cholery! Wyżej nogi! Oddychać głęboko! – krzyczałam aż piosenka się skończyła. – Dobrze. – to była moja jedyna pochwała. Wiedziałam przez własne doświadczenie, że zbytnie chwalenie może wnieść więcej szkód niż pożytku, dlatego ja wolałam się ograniczać.  – Jedziemy teraz Spirals. – to była druga piosenka którą zawsze tańczyliśmy i ona była uspokojeniem naszych ciał. Teraz poruszaliśmy się płynnie, falowaliśmy, ale z częstymi zmianami tępa. Musieliśmy wczuć się też w tekst aby dopasować mimikę naszych ciał do odpowiednich wersów. Nasze twarze wyrażały tyle co chcieliśmy przekazać jeżeli dobrze wykonywaliśmy cały układ. Zazwyczaj przy niej jestem cicho, żeby terapia zadziałała nie tylko na mnie, ale też na nich.

W połowie piosenki zaczął pot rosić moją skórę, a mięśnie pobolewały, co wzięłam za dobry sygnał. Lubiłam się męczyć, a bolące mięśnie oznaczały dobrą pracę. Wkładałam całe serce w ten utwór, bo go wręcz uwielbiałam. Tekst był naprawdę piękny co nie jest częste w elektronicznych piosenkach, a w tej naprawdę się zakochałam.

Była długa bo trwała ponad 6 minut i patrząc na tancerzy, stwierdziłam, że solidnie ich przetrzepała. Byli lśniący od potu i dyszeli. Zarządziłam 10 minut przerwy włączając piosenkę Rity Ory – Body on me. Chociaż oni nie zdawali sobie z tego sprawy, to ten tekst do każdego z nas przemawiał i przez to miałam nadzieje, że inaczej będą na siebie patrzeć.

Usiadłam obok Ellie popijając wodę.

- Już przestałaś się na mnie boczyć?

- Nie. – burknęła bawiąc się zakrętką do swojej wody.

- Daj spokój. Nie masz o co być zła. – dalej się nie odzywała więc spróbowałam z innej strony. – Ten facet to przystojniak.

- Dupek i tyle. – zadziałało.

- Ale przystojny. I ma tatuaże. Kiedyś mówiłaś, że każdy facet który ma rękawy jest idealny.

- Myliłam się. – ale właśnie w tym momencie atmosfera się rozluźniła i zaczęłyśmy normalnie ze sobą rozmawiać.

Do końca zajęć czyli przez następne dwie godziny szlifowaliśmy układ do piosenki znanego Dj i piosenkarza. Jednak coś mi nie pasowało. Coś się nie zgadzało. Gdy ich obserwowałam nie wiem co mi się nie podobało, ale wiedziałam, że coś jest nie tak. Postanowiłam, że wymyślę oprócz szybkich i delikatnych układów do rozgrzewki, też taki który będzie przypominał ruch robota na przemian z płynnymi krokami. Trochę poeksperymentuję, ale wiem, że nie zaszkodzi. Muszą płynnie przechodzić z różnych stylów i chyba to mi się nie podoba w ich tańcu. Są albo za bardzo rozluźnieni, albo za wolno idzie im przechodzenie z gwałtownego ruchu do delikatnego. Mamy jeszcze miesiąc na dopracowanie wszystkiego i mam nadzieję, że zdążymy.

Zakończyłam próbę z głową pełną pomysłów na rozwiązanie problemu. Ellie widziała, że coś mi nie pasuje, ale tego nie skomentowała. Kiedy wszyscy zaczęli się przebierać zerknęłam na telefon i zauważyłam nieodebrane połączenia od Dawida. Cholera. Przecież umawialiśmy się, że przyjedzie… ale skoro go nie ma to znaczy, że coś mu wypadło. W końcu jest policjantem… Opanowała mnie lekka obawa więc gdy tylko znalazłam się sama w szatni wybrałam jego numer. Nie odebrał od razu.

- Słucham. – usłyszałam, że był rozdrażniony, a ja zapomniałam co chciałam powiedzieć.

- Cześć Dawid. Przepraszam, że nie mogłam odebrać wcześniej, a dopiero teraz zauważyłam, że dzwoniłeś. – miałam głos zachrypnięty od krzyku jak po każdych ćwiczeniach.

- To ja przepraszam. Zostaliśmy wezwani na akcje 10 minut przed wyjściem z pracy. – odruchowo przejęłam się sytuacją.

- Coś się stało?

- Napad na bank. Wezwali cały oddział.

- O Boże! Wszyscy są cali?

- Tak. – westchnął. – To chyba nie najlepszy pomysł, żebym przyjeżdżał dzisiaj. Mogę być nie do wytrzymania. – wiedziałam jak niektóre akcje wpływają na policjantów i wyobrażałam sobie jak to się odbije na Dawidzie, choć był naprawdę twardym mężczyzną.

- A mi się tak wcale nie wydaje. Nie musimy siedzieć przy komputerze. Możemy zamówić pizze i wypić piwo, a ja Ci opowiem jaką karę będzie Ellie wykonywać, za to co zrobiła. – przez chwile było cicho, a ja zauważyłam, że zaciskam pięści ze zdenerwowania.

- Przyjadę. Ale ja przywiozę ze sobą pizze i piwo. Będę za pół godziny. – Uśmiechnęłam się do siebie triumfalnie.

- Okej. To do zobaczenia! – rozłączyłam się i głęboko odetchnęłam.

- Wreszcie zaczynasz działać. – usłyszałam głos przyjaciółki za sobą. Odwróciłam się z cichym okrzykiem, przyciskając rękę do piersi.

- Boże! – ale ona się tylko szeroko uśmiechała.

- Wychodzę dzisiaj z Trish więc masz dom wolny. – spojrzałam na nią podejrzanie i zacisnęłam zęby. – Nic nie zrobię. Obiecuje. Idziemy na zakupy a potem do kina. Chciałam się ciebie zapytać czy idziesz z nami, ale jesteś już zajęta. – puściła mi oczko i zadowolona z siebie zaczęła się pakować.

- Miałam wieczorem pracować nad włamaniem się do danych rosyjskiej mafii z Dawidem, ale był wezwany na jakąś akcję i wiem, że to się na nim odbiło dlatego będziemy jeść pizze i Cię obgadywać. – powiedziałam to neutralnym głosem.

- Znowu zaczniesz się w to pakować? – była zaniepokojona. Wiedziała, że jestem wplątana w tą sprawę bardziej niż wszystkim którzy o tym wiedzieli się zdawało. O tak. Nie miałam barwnej przeszłości. Była to raczej jedna wielka kupa gówna która od czasu do czasu przysłaniała moje życie uprzykrzając mi funkcjonowanie. Dlatego parę miesięcy temu stwierdziłam, ze muszę zamknąć Tamten rozdział i wpakować za kratki tych którzy zrobili nie tylko mi wiele szkód, ale też niewinnym ludziom. Rosyjska Mafia w których sprawy byłam wplątana rozszerzała swoje działalności nawet na cały kraj, a ja nie mogłam na to pozwolić. Zaczęłam ich niszczyć od środka przekazując dane policji i FBI. Dlatego zaczęli ich po kolei wyłapywać. Zaczęli tracić też pieniądze które kradłam i przekazywałam na cele dobroczynne. Oczywiście o tym wiedziała tylko Ellie. Nie czerpałam z tego żadnego materialnego zysku, oprócz satysfakcji i czystego sumienia.

W domu szybko wzięłam prysznic i częściowo wysuszyłam włosy. Nie starczyło mi czasu, skoro musiałam jeszcze w trybie ekspresowym posprzątać puste kubki walające się po dużym salonie i kuchni. Nie wiedząc co przyniesie przyszłość też postarałam się o porządek w mojej sypialni. No co? Nie wiedziałam czego się spodziewać, a gdyby doszło do czegoś na pewno bym się ani nie sprzeciwiała, ani nie byłabym niezadowolona. Pragnę tego policjanta od kiedy go pierwszy raz widziałam, więc przygotowywałam się na każdą ewentualność.

Śmiejąc się z siebie narzuciłam na siebie sweter z długimi rękawami, a na nadgarstki założyłam bransoletki które chociaż częściowo zakrywały moje blizny. Na dół wciągnęłam obcisłe i wygodne leginsy. Nie miałam zamiaru popadać w paranoje i panikować przy wyborze ubrań, więc postawiłam na zwykły strój. Jedyne co nie zrobiłam, co zwykle robiłam gdy wychodziłam z domu, lub gdy miałam się z kimś spotkać to nie związałam włosów. Były jeszcze lekko wilgotne,  a poza tym podobały mi się takie. Poprawiłam rozmazany makijaż i wzięłam głęboki wdech. Byłam gotowa… nie. Nie byłam gotowa. Jezu denerwowałam się jak nastolatka przed przyjściem swojego pierwszego chłopaka do domu. Jestem głupia.

Ale dzwonek przy bramie rozgonił moje beznadziejne myśli. Otwarłam mu bramkę, a potem stanęłam w drzwiach. Jezu, on nie powinien być taki przystojny. Szedł z ponurym wyrazem twarzy dopóki mnie nie zauważył. Uśmiechnęłam się lekko, kiedy zrobił to samo.

- Cześć. – nie wiedziałam co powiedzieć, a kiedy się szerzej uśmiechnął czułam jak palą mnie policzki. Zdradzieckie rumieńce!

- Witaj. – podał mi pizze, a ja zaciągnęłam się zapachem.

- Jaki smak?

- Spróbujesz i mi powiesz czy Ci smakuje. – zmrużyłam oczy, ale przystałam na to. Weszliśmy do środka i skierowałam się do kuchni, kiedy on zaczął oglądać obrazy w naszej jadalni. Nie były to rysunki, ale oprawione cytaty podtrzymujące mnie i Ellie na duchu. Gdyby ktoś obcy je zobaczył, pomyślałby, że te słowa są po prostu piękne, ale prawda była taka, że odzwierciedlały moją i Elllie przeszłość i motywowały nas do działania.

Podeszłam do Dawida z puszką piwa i mu ją podałam. Przyglądał się cytatowi : „Życie jest za krótkie by rano budzić się z pretensjami do całego świata, więc kochaj tych którzy dobrze Cię traktują, przebacz pozostałym i uwierz, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu… ” Uwielbiałam go i traktowałam serio. Ellie chyba jeszcze do niego nie dorosła, ale ja na pewno.

- Piękny cytat. – powiedział cicho, a ja wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam kto go napisał, ale naprawdę trafiał do serca.

Usiedliśmy w salonie i postanowiłam trochę rozluźnić atmosferę.

- Zabrałam rano Ellie do baru w którym robiła wczoraj striptiz. – uniósł brwi rozbawiony i czekał aż skończę. – Powinna przeprosić właściciela i w ogóle. Ale jak przyjechaliśmy na miejsce, właścicielem okazał się niezbyt przyjemny facet.

- O tak. Brandon jest dupkiem czasami. – otwarłam szeroko oczy, a on się roześmiał. – Byłem razem z nim w wojsku. – A to mnie zaskoczył.

- Wyskoczyłam na niego bo zaczął nas obrażać, ale Ellie mi przerwała i zaczęła swoją wiązankę słów… – przerwałam przypominając sobie dzisiejszą sytuacje. – Myślałam, że się na siebie rzucą. Zachowywali się jak nastolatki! A później usiedliśmy w jego barze.. Bardzo porządny ma ten lokal.

- To prawda. Długo na niego pracował. – gestem kazał mi kontynuować.

- Zaproponowałam układ który miał poskromić trochę Ellie i Brandon też nie był na początku do końca za tym pomyłem, ale jak wiesz, ja mam dar do przekonywania ludzi i skończyło się na tym, że Ellie w weekendy będzie pracować jako kelnerka w Barze Brandona tylko za napiwki. To jej da zajęcie na wieczory i może trochę weźmie się za siebie jak będzie miała za coś wziąć odpowiedzialność.

- Bardzo dobry pomysł. I Brandon się zgodził, tak? – uśmiechnęłam się zadowolona z siebie.

- A owszem. Powiedział, ze potrzebuje kelnerki, a po za tym wydaje mi się, że pasują do siebie. Oczywiście pewnie będą ze sobą walczyć na początki, ale myślę że w końcu pociągnie ich do siebie.

- Bawisz się w swatkę? – Był rozbawiony, ale i tak się zarumieniłam.

- Nie, ale myślę, ze Ellie jest potrzebny facet który ją postawi do pionu. Znasz Brandona dobrze?

- Tak. Myślę, że dobrze trafiłaś z opisem. Jeżeli faktycznie ich ciągnie do siebie, to nie tylko on ją trochę wyprostuje, ale myślę, że jej wybuchowy temperament zadziała też na niego. – sięgnęłam po kolejny kawałek pizzy i upiłam piwa. Nie byłam już zdenerwowana. Wręcz przeciwnie. Odprężyłam się i obserwowałam, jak sięga po swój kawałek pizzy. Jednak w pewnym momencie, kiedy wyciągnął rękę zauważyłam na jego twarzy grymas bólu, który szybko zniknął.

- Dawid? – zawołałam go spokojnym głosem, a on spojrzał na mnie. – Chcesz o tym porozmawiać? O tym napadzie? Bo jeżeli nie, to chociaż daj mi się opatrzeć. – przez chwilę wyglądał jakbym go zaskoczyła, ale się nie odezwał. Zignorowałam lekkie uczucie zawodu. Chciałam, żeby się mi zwierzył, ale nie naciskałam. Poszłam do kuchni po apteczkę, choć nie wiedziałam jak bardzo jest ranny. Dawid należał do osób które doskonale potrafią skrywać swoje emocje, a w tym też ból, więc z lekko drżącymi rękami wróciłam do salonu. Nie ruszył się z miejsca tylko obserwował co robię.  - Ramię? – spytałam rozkładając bandaże. Pokręcił głową i ściągnął przez głowę koszulkę, a ja oniemiałam. Jego sześciopak się naprężył kiedy się ruszał, a gładka pierś unosiła się i opadała wraz z głębokim wdechem. Ja za to myślałam, że przestałam oddychać. Jednak kiedy mój wzrok padł na zaklejony bok szybko się opanowałam i ściągnęłam prowizoryczny, przesiąknięty krwią opatrunek. Gdy zobaczyłam rozcięcie po jego lewym boku wydałam stłumiony okrzyk. – Postrzelili Cię! – doskoczyłam do niego i popchałam go na oparcie fotela, tak żebym widziała lepiej ranę.

- Kula mnie tylko drasnęła. Nie miałem kamizelki. – zmrużyłam oczy i spojrzałam na jego twarz. Poza niepokojem poczułam też złość.

- Dlaczego nie pojechałeś na pogotowie? To może być do szycia. – wzruszył ramionami, a ja kiedy widziałam go od pasa w górę nagiego zauważyłam więcej blizn. Blizn po wojsku i pracy policjanta. – Ubieraj się. Jedziemy Cię szyć. – jego wargi drgnęły.

- Nie Jo-juj mi tutaj! Ubieraj się, albo się zdenerwuję i nie ręczę za siebie. – patrzyłam jak oczy mu ciemnieją, a mnie samej dłonie zaczynają drżeć. Wiec chwyciłam jego ciepłą koszulkę i mu ją podałam.

- Co mi zrobisz jak nie wstanę? – zawiązałam ręce na piersi, żeby powstrzymać się przed tym napięciem. Jezu. Siedział przede mną w pół nagi i patrzył na mnie z wyzwaniem w oczach i pożądaniem którego nie mogłam przegapić. Wzięłam głębszy wdech i podeszłam bliżej. Miałam gdzieś, że zobaczy jak drżą mi ręce. Chwyciłam gazę i plastry, a potem zakleiłam jego zaczynający krwawić bok. Uśmiechnęłam się do niego łagodnie gdy skończyłam, a potem jakby przełączył się we mnie jakiś guziczek, bo sekundę później siedziałam już na jego kolanach i dałam się pocałować.