Jo – rozdział pierwszy

Gdy dostałam telefon z policji moje serce, choć przeżywało już to nie raz zaczęło boleśnie obijać się o moje żebra. W co tym razem ona się wpakowała?! Pędziłam o 3 w nocy przez ulicę ciągle tętniącego życiem miasta, łamiąc przy okazji parę zakazów, ale miałam to gdzieś. Moja przyjaciółka siedzi w areszcie. Znowu. I chociaż ta sytuacja nie jest dla mnie nowością za każdym razem gdy jechałam tam po nią, bałam się, ze tym razem nie będzie to tylko wykroczenie, czy też jakaś błaha sprawa. Czemu ta dziewczyna nie może zmądrzeć?!

Zaparkowałam z piskiem opon przed komisariatem i wyleciałam jak oparzona z samochodu. Znałam ten budynek lepiej niż dobrze, a policjanci mówili mi na ty. W zasadzie bywałam tu nie tylko z powodu Ellie, ale też dlatego, że byłam sama mocno zaangażowana w niektóre śledztwa. W skrócie mówiąc, byłam im potrzebna. I to był też powód, że łagodniej patrzyli na Ellie, ale oczywiście nikt o tym nie wiedział… oprócz mnie która znała lepiej jej wykroczenia niż ona sama.

- Dobry wieczór! – witałam się pospiesznie pędząc do aresztu. Niosłam torbę która teraz ciążyła mi na ramieniu i trochę mnie spowalniała, ale i tak gdy schodziłam po schodach przeskakiwałam co drugi stopień. – Ellie! – warknęłam czując jak złość zlewa się ze strachem. Zobaczyłam ją leżącą w pół przytomną na wąskiej pryczy. Niech to szlag.

- Dobry wieczór Jocelyn. – zacisnęłam powieki zanim się obróciłam. Przede mną stał potężny, z podkreśleniem na potężny mężczyzna. Dawid Marco był bardzo postawnym policjantem i chociaż ja sama miałam 170 cm wzrostu to, żeby spojrzeć mu w twarz musiałam odchylić głowę do góry. Nie tylko był umięśniony i wysoki, ale też przystojny i przerażający jednocześnie. Gdybym go już jakiś czas nie znała, to pod takim spojrzeniem zapragnęłabym się tylko skulić i czekać na gniew. Ale on już taki był. Był zamkniętym w sobie człowiekiem, próbującym wszystkich wziąć na dystans swoim spojrzeniem. A jeżeli zajrzało się głębiej, to to spojrzenie paraliżowało, ale nie strachem, a magnetyzmem. Boże, chyba żaden mężczyzna nigdy tak na mnie nie działał jak on. Może to to jego zdystansowanie, lub ta siła którą ciągle emanuje ? Nie ważne. Cholernie mnie ciągnęło do niego, choć skończyłam z mężczyznami dawno temu. Dlatego nie mogę dopuścić, żeby cokolwiek zobaczył.

Dawid był naprawdę dobrym policjantem i już od jakiegoś czasu nie należał do drogówki dlatego zdziwiła mnie jego obecność w areszcie.

- Witaj Dawidzie. Co ona zaś zrobiła? – wykrzywił usta w czymś co miało przypominać uśmiech jednak oczy pozostały nienaruszone.

- Wszczęła bójkę.- otwarłam szeroko oczy i gwałtownie podbiegłam do jej celi.

- Nic jej nie jest?! Zrobił jej ktoś krzywdę?

- Nie nie. – nagle Dawid stanął za nią. – Sprowokowała bójkę. Tak twierdzi właściciel baru który wszystko widział. Upiła się, zaczęła się rozbierać na parkiecie, a potem gdy jakiś mężczyzna do niej podszedł obrzuciła go wyzwiskami.

- O Boże. – wypuściłam głośno powietrze.

- Inny, starszy mężczyzna stanął w jej obronie, a obrażony przez nią też był pod wpływem alkoholu więc doszło do ciężkiej wymiany zdań między nimi, a w efekcie cały bar podzielił się na dwie drużyny.

- A Ellie?

- Stała na środku i doskonale się bawiła. – zmarszczyłam brwi.

- Czemu tak mówisz? – obróciłam się, żeby na niego pojrzeć i zawiązałam ręce na piersi.

- Gdy dojechaliśmy na miejsce usłyszałem tylko jak dopinguje obie grupy, a potem wykrzykuje coś w stylu „Gotowi? Do walki!” – patrzyłam na niego z otwartymi ustami oniemiała zachowaniem przyjaciółki. Dopiero po chwili się otrząsnęłam z szoku.

- Nie wypuścicie jej dzisiaj prawda?

- Nie możemy Jo. – powiedział to ciszej, a na jego twarzy widniało współczucie. – Nie wiadomo, czy właściciel baru nie będzie chciał wnieść oskarżenie. – zacisnęłam zęby i westchnęłam. Ile jeszcze potrwa to ratowanie jej tyłka?!

- Mogę zostawić dla niej rzeczy? – pokiwał głową. – A wezwać prawnika?

- Dopiero rano się wszystko okaże. Powiadomię Cię jak uzyskamy odpowiedź od właściciela baru.

- Dawid mam tylko jedną prośbę. – westchnął ale nic nie powiedział. – Kiedy się obudzi, powiedz, że jutro skopie jej za to dupę, a jeżeli odpowie na to… – patrzyłam jak mu się oczy powiększają, nie jestem typem osoby która przeklina. – że nie mówię serio, to powiedz, że za kaucje będzie sama sobie płacić. Oczywiście to nie jest prawda, ale chcę ją postraszyć. Strasznie mnie zaczyna wkurzać jej zachowanie. – potarłam twarz nie mając na sobie ani grama makijażu. Rzadko chodziłam „czysta”, ale teraz gdy wyrwali mnie ze snu, nie przejmowałam się tym.

- Chodź Jo. – poprowadził mnie na zaplecze. Najwyraźniej jego też zaczynało wkurzać chrapanie sąsiada Ellie. – Która to taka sytuacja, kiedy ty ratujesz Ellie, bo ona nie umie się zachować? – wzruszyłam ramionami przyjmując obojętnie to pytanie. Zawsze się o kogoś troszczyłam. Wcześniej o matkę, brata, a teraz tylko o Ellie. Bo matkę musiałam zostawić żeby przetrwać, a Bryan zniknął tak jak ja. – Rozumiem, że ona ma problemy, ale sama musi zacząć przejmować ich konsekwencje. – On nie wiedział, dlaczego Ellie się tak zachowuje, ale miał rację, że ona powinna zacząć brać się za siebie.

- Kiedy ja nie potrafię jej nie pomagać. – burknęłam wiedząc, że zachowuje się jak dziecko, ale przynajmniej rozbawiłam Dawida.

- Powinna bardziej docenić, ze ma taką przyjaciółkę. – spojrzałam na niego oniemiała, a potem się zarumieniłam.

- Przestań. Każdy byłby taki na moim miejscu.

- Nie Jo. Większość osób by ją kopnęło w dupę, a ty co? Przyjeżdżasz po nią za każdym razem gdy trafia do aresztu, wpłacasz kaucję, załatwiasz jej najlepszych adwokatów gdy tego trzeba, pewnie jeszcze opłacasz wszystkie rachunki za was dwie. Przyjechałaś dzisiaj w nocy w tempie ekspresowym, a ja nie będę pytać czy łamałaś jakieś przepisy. – zarumieniłam się jeszcze bardziej. – No właśnie. I na dodatek masz przy sobie jej torbę. Przygotowana byłaś na to, że ona zostanie na noc w areszcie. – westchnęłam bo to była prawda, ale dla mnie nie było to nic wyjątkowego.

- Ona ma ciężkie przeżycia za sobą Dawid.

- Ty też. – odwróciłam wzrok .Owszem, miałam nie przyjemną przeszłość, ale inaczej do tego podchodziłam, no i ja starałam się zatuszować stare wspomnienia, a Ellie posiadała świeże rany.

- To co innego. – wstałam. – Muszę już iść. – podniósł się za mną. – Jeszcze mam pytanie co do śledztwa. Pomogłam? – przez jego twarz przebiegł cień.

- Złapaliśmy prawie 20 handlarzy. Ale to nawet nie był pagórek. Będziemy Cię jeszcze potrzebować do tego Jo.

- Nie ma sprawy. Też chcę, żeby dosięgnęła ich sprawiedliwość. Jutro przysiądę nad tym.

- Wolałbym, żebyś nie grzebała w tym sama. Chcę pomóc. – o Boże. Właśnie facet o którym miałam mokre sny, deklaruje się, że chce ze mną spędzić czas… Jestem głupia. Powiedział, że chce mi pomóc w grzebaniu w komputerze.

- To nudne zajęcie.

- Owszem, ale to nie błaha sprawa. Wiesz, jak łatwo jest wpaść w pułapkę. – wiedziałam o tym aż za dobrze.

- Okej, w sumie to jest dobry pomysł, ale będziesz musiał do nas do domu przyjechać. – starałam się, żeby to nie brzmiało głupio, ale chyba mi się nie udało. Uśmiechnął się samymi ustami, a ja poczułam jak mi ręce wilgotnieją. Cholera.

- Kończę o 4.

- A ja o 5. – skrzywiłam się.

- Przyjadę po Ciebie do Domu Kultury. – no.. to mnie zaskoczyło. Oprócz buszowania w świecie hakerskim należałam do elitarnej grupy nauczycieli tańca w naszym dużym mieście. Podpisałam parę miesięcy temu kontrakt z jednym z najpopularniejszych piosenkarzy w naszym kraju, bo spodobały mu się moje układy i teraz ja układałam dla jego piosenki choreografię. Miałam wybrać tancerzy z mojej szkoły i przygotować szkic układu.

Nie miałam nic przeciwko, żeby Dawid po mnie przyjechał, lecz fakt, że będzie oglądał jak tańczę… to mnie jeszcze bardziej rozpaliło.

- Pewnie. Wejdź do środka, żebyś nie musiał czekać. W recepcji Cię pokierują. – odprowadził mnie do schodów.

- Jo ? – obróciłam się na pierwszym stopniu tak, że byliśmy na równi. Miał dziwny wyraz twarzy… jakby chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymywał.

- Tak? – uniósł swoją dużą dłoń i twardą skórą przejechał delikatnie po moim policzku. Te dwa odczucia spowodowały we mnie dziwną burzę emocji.

- Uważaj na siebie. – powiedział tylko lekko zachrypniętym głosem którego mogłabym słuchać całymi dniami i odsunął dłoń. Uśmiechnęłam się łagodnie i bez słowa oddaliłam. Nie ufałam swojemu głosowi.