Jo – rozdział drugi

Następnego dnia rano od razu po przebudzeniu dostałam telefon, że właściciel Baru nie wniesie oskarżenia, a Ellie jest do odebrania. Od razu udałam się po nią do komisariatu i gdy o 15 cm niższa ode mnie brunetka siedziała w kabinie mojego jeepa nie odezwałam się słowem.

Byłyśmy totalnym przeciwieństwem. Ja byłam wysoka, ona niska, ja byłam prawie białą, ale naturalną blondynką z włosami do bioder, a jej ciemne loczki ledwo sięgały do ramion. Ona miała pokrytą skórę tatuażami, a moje ciało szpeciły tylko blizny z przeszłości. Miałam jasną karnację, a ona wyglądała jakby wróciła z miesięcznego opalania się na Karaibach. No i oczy. Ja miałam bardzo jasne błękitne, za to Ellie patrzyła teraz na mnie głęboką zielenią.

- Przepraszam Jo. – zaskoczyły mnie jej szczere przeprosiny. Zwykle gdy ją wyciągałam z aresztu, to śmiała się ze swoich występków. Najwyraźniej sama doszła do tego, że przesadziła.

- Za co mnie przepraszasz? – byłam naprawdę tego ciekawa.

- Za to, że musiałaś przyjechać po mnie tyle razy, że musisz za mnie płacić, a ja Ci się niczym za to nie odwdzięczam… – czułam, że ktoś jej pomógł dojść do tych wniosków.

- Rozmawiałaś z Dawidem? – odwróciła wzrok i się zarumieniła.

- Wstyd mi za siebie. Nie pamiętam całego poprzedniego wieczoru, ale wiem jak bardzo spieprzyłam sprawę.

- To zrób coś z tym Ellie. Ja już mam dość ciągłego ratowania Ci dupy. Naprawdę. Ty się tylko bawisz, a ja ciągle się o ciebie martwię. To mnie męczy. – musiałam w końcu z nią o tym porozmawiać, nawet jak czułam się z tego powodu okropnie.

- Wiem. Przepraszam. – pociągnęła nosem, a ja zacisnęłam dłonie na kierownicy powstrzymując instynkt który kazał mi ją pocieszyć. Siedziałam więc cicho, aż dojechałyśmy do domu. Wpadłam na pewien pomysł

- Masz 10 minut, żeby się ogarnąć i jedziemy do tego baru, gdzie narozrabiałaś. – Słyszałam jak szybko wciągnęła powietrze.

- Jo… wiem, że się złościsz, ale proszę…

- Nie. Jedziemy tam i przeprosimy właściciela… To znaczy ty to zrobisz. – patrzyła na mnie błagalnie. – Teraz masz już tylko 9 minut. – ciągle pociągając nosem wybiegła z samochodu, a ja starałam się uspokoić. Muszę ją sprowadzić na dobrą drogę. Jezu czułam się jakbym była matką niesfornej nastolatki… Ale prawda jest taka, że Ellie potrzebuje czegoś na co mogłaby wziąć odpowiedzialność.

 

Po 20 minutach wjeżdżałyśmy na parking baru w którym zrobiła rozróbę Ellie. Był to porządny lokal. Boże wstyd mi było, że przychodzę tu w takich okolicznościach, ale wiem, że ona by sama tego nie zrobiła.

- Idziemy. – warknęłam gdy się ociągała. Poczłapała za mną przestraszona, nerwowo zaciskając ręce.

Zapukałam do zamkniętych drzwi. Naturalnie, że było teraz wszystko pozamykane, ale liczyłam, że kogoś zastanę w środku. Po chwili drzwi się uchyliły, a ze środka wyszedł potężny facet. O jezuniu! Był cały w tatuażach, a jego brązowe włosy wiły się lekko za uchem. Miał bardziej kwadratową szczękę niż podłużną, krzywy nos, jakby po złamaniu i lekki parodniowy zarost. Seksi. Spoglądnęłam zaskoczona na Ellie, a ona z szeroko otwartymi oczami patrzyła na mnie.

- Słucham. – powiedział niskim tubalnym głosem. Ten facet zaczął mnie przerażać, a kiedy spojrzał na moją przyjaciółkę na jego twarzy zagościł gniew. – Czego chcecie? – warknął. – Twoja koleżanka wczoraj już dość narobiła mi problemów. – Był młody i na pewno nie przekroczył 30, ale po sposobie w jaki na nas patrzył można było odczuwać zmęczenie życiem i wieczną złość. Rany.

Trąciłam łokciem Ellie.

- Ja… – chrząknęła. – Przyszłam przeprosić. Nie zachowałam się stosownie i przykro mi, że tak się skończył wczorajszy wieczór. – odwróciła głowę zawstydzona, a mnie zaczęła ta sytuacja bawić.

- Mam gdzieś twoje przeprosiny. – ale to mnie już wkurzyło.

- Słuchaj koleś. To, że przyjechała Cię przeprosić powinno coś znaczyć. Wstyd jej a to wystarczająca kara jaką może sobie wyznaczyć… – przerwała mi Ellie co mnie zaskoczyło.

- Tak naprawdę to pewnie bym nie przyjechała gdyby Jo mnie do tego nie zmusiła. Owszem czuje wstyd, bo zachowałam się jak suka, ale jest mi przykro. Moja przyjaciółka zakuta pało ma więcej współczucia niż dwie ja i pomyślała, że miło by było gdybym przeprosiła osobiście, a ja mam to w dupie. I jak widzę nie potrzebnie się starałaś. – zwróciła się do mnie, a potem z powrotem wróciła wzrokiem do tego kolesia. – Ja jak to mówię mam to w dupie, ale moja przyjaciółka tylko traci tutaj czas. A jej czas jest na pewno cenniejszy niż twój arogancki dupku. Na razie frajerze! – pociągnęła mnie za ramię w stronę samochodu a ja zszokowana poddałam się jej nacisku. Dopiero po chwili usłyszałyśmy krzyk.

- Czekajcie! – Ellie zadrżała i zaciskając pięści się obróciła przodem do zbliżającego się do nas mężczyzny. Teraz wydawał się jeszcze większy. W obawie na to, że przyjaciółka trzyma nerwy ledwo na wodzy, stanęłam między nich. – Może faktycznie byłem nie miły…

- Brawo geniuszu! – warknęła zza moich pleców przyjaciółka.

- Ale miałem prawo po tym co wczoraj wyprawiałaś.- on również zaczął warczeć. – Przez Ciebie wszyscy wyszli z baru, a mogłem nieźle zarobić. A tak to jeszcze gliny miałem na głowie!

- Jeżeli się jest takim sztywnym, nadętym dupkiem to ja się nie dziwie, że wszyscy goście poszli na moje przedstawienie niż woleli siedzieć w twoim barze! – okej robiło się niebezpiecznie.

- Wystarczy! – krzyknęłam tak głośno, że mi samej zadzwoniło w uszach. – Zachowujecie się jak dzieci! To nie jest miejsce na rozmowy, a ja mam propozycję. – stanęłam do obu przodem. Wkurzona byłam, bo przyjechałam to łagodnie wszystko załatwić, tak żeby Ellie miała nauczkę, a jeżeli tak to zakończymy to będę słuchała całą drogę jaki to był zły pomysł. – Więc teraz do cholery idziemy do twojej knajpy, siądziemy przy stoliku i porozmawiamy jak ludzie, rozumiemy się?! – Na twarzy właściciela odmalowane było zdumienie, ale pokiwał głową i nas zaprowadził do środka. Nawet nam otworzył drzwi jak gentelmen i zamknął za sobą. Rozejrzałam się i stwierdziłam, że ten bar jest naprawdę porządny. Bar był oświetlony, a całe wnętrze sprawiało wrażenie przytulnego. Boksy i Loże były intymnie oddzielone, a na Sali panował porządek. No proszę.

Usiedliśmy przy jednym ze stolików we trójkę.

- Powinniśmy się sobie pierwsze przedstawić. – czułam się jak w szkole. Ale to ja w tej szkole byłam nauczycielką. – Nazywam się Jocelyn, ale wszyscy do mnie mówią Jo, to jest Ellie.

-Brandon.

- A więc dobrze Brandonie… – ale on mnie nie słuchał bo mierzył się z Ellie wzrokiem jakby mieli się za chwile na siebie rzucić. Z pięściami. – Moją propozycją jest to, żeby Ellie tu pracowała. – ich reakcja była bardzo zabawna. Oboje zerwali się z krzeseł i krzyknęli w tym samym momencie „Co?!” Z uśmiechem czekałam, aż ich wzburzenie trochę opadnie. – Jeżeli Ellie będzie tu pracować jako kelnerka może na przykład pracować przez 2 tygodnie, w weekendy za darmo w ten sposób odrabiając szkody…

- Jooo… – zaczęła protestować, ale ja jej nie pozwoliłam dojść do słowa.

- Tylko napiwki brałaby ze sobą. – odwróciłam się przodem do przyjaciółki. – Nauczyłabyś się odpowiedzialności i zajęłoby Ci to twój czas który ciągle marnujesz. Naprawdę mnie wkurzyłaś wczoraj Ellie. Odpuść chociaż w tym. – Ellie należała do tancerzy którzy byli zaangażowani w układ do piosenki która będzie hitem, dlatego też zaproponowałam weekend. A teraz czekałam na odpowiedź obu. Pierwsze spojrzałam na mężczyznę. Bo to od niego wszystko zależało.

- Przydałaby mi się kelnerka…

- Pięknie! – klasnęłam w dłonie.

- Ale są zasady. – warknął na mnie, ale zignorowałam jego humory i czekałam dalej.

- Żadnego picia podczas pracy, żadnej kradzieży – wskazał na sufit – wszystko jest monitorowane. Możesz flirtować z klientami bo tak się zdobywa napiwki, ale żadnego obmacywania i prowokowania do bójek. Jeżeli powtórzy się sytuacja z wczorajszego wieczoru…

- To było jednorazowe! – krzyknęła wzburzona Ellie. Spojrzałam na nią z naganą. Westchnęła głośno. – A co z tańcem? – spytała mnie.

- Weekendy mamy wolne. W poniedziałek zaczynamy dopiero popołudniu, a piątki kończymy o 14. Wszystko jest do ogarnięcia.

- Będę zmęczona! – protestowała.

- Nie zachowuj się jak dziecko! – syknęłam. Widziałam jak głowa Brandona kręci się z mojej strony w stronę Ellie.

- Dobra! Wygrałaś! – warknęła i spojrzała jakby z wyzwaniem w oczach na mężczyznę, który u którego pierwszy raz zobaczyłam uśmiech.

- Przyjdź w piątek o 17. O 18 zaczniesz swoją zmianę, ale musisz przejść wstępne szkolenie. Kelnerowanie nie jest takie proste na jakie wygląda.

Pożegnaliśmy się i wyszłyśmy z baru. Ja zadowolona z efektów, a Ellie aż kipiąca ze złości. Ale się nie odezwała, więc albo była bardzo bardzo na mnie zła, albo była wściekła na siebie. Raczej ta pierwsza opcja.

W domu, dalej się do mnie nie odezwała kiedy poszła do swojego pokoju szykować się na próby. Zbyłam jej zachowanie tłumacząc sobie, że ona potrzebuje czasu, ale zrozumie, że to dla jej dobra.

Nie przebierałam się z luźnego sweterka i dżinsów, ale spakowałam do torby krótki top, odsłaniający brzuch, ale z długim rękawem i do tego czarne leginsy. Też zapakowałam ręcznik, kosmetyczkę i buty, a kiedy byłam spakowana zajęłam się rozplątaniem długiego warkocza, a potem związaniem kręconych włosów w koński kucyk.

W drodze do domu kultury Ellie dalej się do mnie nie odzywała, choć wiedziała, że do zaczęcia zajęć to jedyna chwila żeby pogadać i jedyny moment kiedy jestem łagodna. Tańcząc byłam bardzo surowa dla swoich „uczniów” i czasami doprowadzałam ich do płaczu, ale skutkowało to tym, że teraz oni będą twarzami teledysku.

Czas wypocić stres, strach i złość, a zająć się sztuką.