Danielle Rozdział Pierwszy

Biegła ile sił w nogach. Wiedziała, że to może być jej jedyna szansa więc nie robiła sobie przerw na złapanie oddechu. Przyzwyczaiła się do bólu, do palących płuc, krzyczących stóp i łydek, ale teraz nie liczyło się tylko jej życie, ale wszystkich. Musiała zakończyć to, czego kiedyś nie zakończyli jej przodkowie. Wiedziała, że jej ojciec tam będzie, tak samo jak wiedziała, że będą tam osoby które niegdyś były dla niej całym światem. Ale nie teraz. Przez ostatnie 6 lat przeżyła tyle, co mogła spokojnie nazwać piekłem. Teraz uciekła i miała zamiar zakończyć cierpienie nie tylko swoje, ale i osób które przeżywały to co ona, albo miały kiedykolwiek odczuwać ten ból, upokorzenie i strach. Nie pozwoli już nikogo zranić, ale teraz musiała się pospieszyć.

Nie była tą samą osobą co 6 lat temu. Wtedy dopiero zaczęła się zmieniać i nie zwracała na to uwagi. A teraz ? Gdyby nie to piekło byłaby niezwyciężona i ma zamiar teraz taka być. Pokona wrogów i nikt nie ośmieli się zakwestionować jej umiejętności. A zrobi to na oczach potworów, jak i tych których kiedyś kochała.

Razem z nią pędziła burza, grzmoty i ulewa tak potężna, że tylko wyczucie prowadziło ją na pole bitwy. Wiedziała, że się już zaczęła. Czuła to całą sobą, wiec musiała przyspieszyć. Wiatr i deszcz niczym łzy wypłakane przez nią w ciągu tych 6 lat ją nie spowalniały. Wzmacniały jej złość, jej furie, jej chęć mordu, a z piorunów czerpała energię.

Mijała wielkie stare dęby, wielkie krzaki, strome zbocza, aż czuła, że zbliża się koniec lasu, a rozpoczyna pole do którego dążyła. Zwolniła, tak aby dostać się tam niepostrzeżenie. Była zamaskowana, ubrana w skórzany strój, z zasłoniętą twarzą wyszła spod zasłony drzew.

Walka trwała już jakiś czas, słyszała jęki konających i wrzaski zdeterminowanych. Przejechała wzrokiem po wrogach, aż dotarła do celu.

Wielki potężny demon, stał na wzniesieniu i przypatrywał się walce, jakby to była dla niego rozrywka. Czuła jego moc z daleka, ale on nie wiedział, że przybyła. Nie wiedział, że była jego śmiercią. Był pilnowany przez największych i najbrzydszych żołnierzy. Nie byli to ludzie, mieli zdeformowane twarze, a ich skóra była pokryta łuskami. Potężne, obrzydliwe stworzenia – pomyślała, cicho obchodząc ich od strony lasu. Miała dar umiejętnego przemieszczania się po cichu i choć stworzenia pilnujące Pana, zwane Loretonidami miały bardzo wyczulony węch, to nie mogli jej poczuć. Była dla nich za sprytna. Ale czy nauczyła się wystarczająco, żeby pokonać jej byłego Pana?

Wzięła głębszy wdech. Nie ma co czekać. Czas atakować. W dwóch susach opuściła zasłonę lasu, wybiła się w górę i w ułamku sekundy widziała, jak jej wróg się odwraca. Zauważył ją.

Lecz ona była szybsza. Wpadła na niego i razem stoczyli się z wielkiego pagórka. Obdarzony mocami demon zaatakował rycząc jak zarzynane zwierzę. Wszystko wokół zastało w bezruchu, a potem eksplodowało niczym wulkan. Żołnierze na polu walki zostali odrzuceni z niewiarygodną siłą na boki, a ona została w centrum niczym gladiator z bestią. Demon spojrzał na nią i się zaśmiał, a potem ruszył do przodu. Drżała ze strachu, ale była też przepełniona mocą. Wezwała siłę wiatru i pomogła sobie przy zadaniu ciosu. Jej uderzenie nadeszło z nikąd, a wtedy zaczął się taniec. Oboje obdarowani niezwykłą szybkością i siłą zaczęli się zabijać nawzajem. On wyciągnął ostrze, ona zamachnęła się dębowym kijem odrzucając mu ramię. To go zatrzymało na parę chwil, ale potem opanowała go jakby furia czystego zła. Zaśmiał się głośno i donośnie, a potem rzucił się do przodu jakby chciał ją pożreć i tak się wtedy czuła, kiedy kawałek po kawałku pochłaniał ją i zadawał rany. Panika zaczęła piąć się ku górze. Musi go powstrzymać! Odepchnęła go, a potem zbierając moc zaświeciła niczym gwiazda na tle granatowego nieba i wypuściła przed siebie śnieżno białą kulę w tym samym czasie co on kruczo czarną. Potężne moce się złączyły, a ich właściciele zostali wyrzuceni w powietrze. Zatrzymało ją drzewo. Siła uderzenia była tak silna że straciła oddech. Kasłała głośno, a gdy zauważyła, że jej wróg zbiera się z ziemi mogła liczyć teraz na ostatnią deskę ratunku. Mogła się zmienić.

Wyszła na polane powoli, ale były Pan odgadnął jej zamiary. Zaśmiał się głośno. Ten dźwięk spowodował, że mimo opanowania zadrżała. Zrzuciła maskę i ciemny płaszcz. Kruczoczarne włosy rozlały się po jej plecach jak woda okalająca skały, a oczy, niegdyś z błękitnymi tęczówkami teraz były całkowicie białe. I władały piorunami.

Demon śmiał się cały czas, aż rechot zaczął zmieniać się w ryk potężnego na dwadzieścia metrów wysokości zwierzęcia. Smoka. Wiedziała, że złe stworzenia nie są w stanie opanować nad przemianą, więc teraz stał przed nią smok, który był gotów pożreć wszystkich nie bacząc kto jest po jego stronie. Nic nie widział. Musiał zdać się na słuch i węch. Odwróciła się bezszelestnie w stronę ludzi, a ich widok spowodował u niej tak wielkie ukłucie bólu, że się zachwiała.

Jednak zdołała się opanować i jedyne co zrobiła to uciszyła wszystkich gestem. Potężny człowiek stojący na przedzie wojska skinął jej głową. Znała go i kiedyś kochała. Otrząsnęła się z bolesnych wspomnień i odwróciła się do czarnego smoka, który węszył niczym zwierze polujące na zdobycz. Ludzie tacy jak oni potrafili zamaskować zapach, więc nie martwiła się o nich. Musiała go pokonać sprytem, a nie bezmyślnym atakiem.

Usłyszała trzask i szybko się obejrzała. Jakiś kretyn się nie zamaskował i ruszył z miejsca. Smok natychmiast go wyczuł i zastygnął w bezruchu, a potem wciągając głęboko zapach w swoje nozdrza odwrócił głowę w stronę człowieka. Już miał się ruszyć z miejsca, gdyby ona nie powstrzymała naturalnego odruchu i zagwizdała zwracając na siebie uwagę. A tym sposobem smok spojrzał na nią i ją ujrzał, a potem zaryczał tak głośno, że upadła na kolana chroniąc uszy. Bezwiedny jęk wyciekł z jej ust. Musiała wstać. Musiała go powstrzymać. W jednej chwili ruszyła biegiem wprost na bestię, a potem skoczyła.