Kategoria: Odmieniec.

Dwadzieścia dwa.

Przez kilka następnych dni ranek wyglądał tak samo. Budziłam się z ogromnym bólem. Nie umiałam go znieść. Guinter był ze mną cały czas, a sam nie wiedział co robić. Tak samo jak Michael. Coraz bardziej nie mogłam znieść zapachu i smaku krwi. Było mi już nie dobrze na samą myśl o niej. Nie wychodziłam z…



Dwadzieścia jeden.

Zwinęłam się w kłębek w geście kapitulacji i zamknęłam oczy, ale żadne uderzenie nie dotarło do celu. Podniosłam się. Guinter z Jeanem stali przede mną. Brat był nagi, a wielkolud ściągnął koszulkę i obrócił się do mnie przodem zasłaniając widok. /Zmień się./ – Posłuchałam i zmieniłam postać ubierając T-shirt niesamowicie umięśnionego Guintera. Czarny wilk się…



Dwadzieścia.

- Wszystko w porządku? – Guinter usiadł obok łóżka, ale na tyle daleko, żebym się nie musiała denerwować jego obecnością. – Tak. – szepnęłam. – Penryn co ze zmianą w wilka? – zapytał lekarz. O jakiego wilka im chodzi?! Zaczęłam się zastanawiać, czy oni na serio nie mówią o tej przemianie… myślałam, że wilkołaki po…



Dziewietnaście.

Budynek był stary i wyglądał jak ruina, ale w środku widać, że dopiero co go odremontowali. Więc to taka przykrywka… Szłam z dziewczynami jedną grupą i starałyśmy się nie trzymać za blisko nowych osób. – Penryn? Pójdziesz, ze mną? – zapytała Suzan. Popatrzyłam na moje towarzyszki. – Każda z was ma swój pokój. – dziewczyny…



Osiemnaście

To jakiś żart?! – pytałam się w myślach co dzień. Kim jest ojciec?! Dlaczego mnie zostawił?! Ale kiedy poczułam i usłyszałam pierwsze uderzenie maleńkiego serduszka rosnącego we mnie, wszystkie obawy zniknęły. Cudowne uczucie wiedzieć, że w sobie rozwija się nowe życie. Mój lekarz powiedział, że dziecko bardzo szybko rośnie. Jestem w ciąży najprawdopodobniej od 4/5…



Siedemnaście.

Następny rok był dość ciekawym okresem. Zaczęłam w końcu kontrolować swoją siłę, co wcale nie było prostym zadaniem. Guinter towarzyszył mi na każdym kroku. Nadopiekuńczy wielkolud. Josh wymusił na mnie przynależenie do łowców, no ale w końcu i tak chodziłam na wszystkie akcje, więc co za różnica… Niestety dołączyli do nas nowi członkowie, a mi…



Szesnaście.

- Penryn? – ze snu wyrwał mnie głos Guintera. Zaczęłam się przeciągać jęcząc. – Dzień Dobry śpiochu. – o nie.. znów spałam tak długo?! – Która godzina? – 11. – cholera. Podniosłam się i zaraz skrzywiłam. Ale mnie wszystko boli. Ale myśląc o bólu, moje zmysły dostały mocnego kopa. – Guinter? Zrobiłam Ci coś? –…



Piętnaście. (+18)

Ocknęłam się wcześniej niż byłam w stanie się poruszyć. Dużo siły włożyłam, żeby choćby drgnąć palcem. Na nic. Ten drań mnie sparaliżował. /Guinter?/ /Penryn! Och Jezu…/ – czułam jego dłonie na mojej twarzy. /Nie mogę się ruszyć. Zabije Josha!/ – warknęłam w myślach. /Ja pierwszy./ – uchh był wkurzony, ale w jego głosie brzmiała nutka…



Czternaście.

Obudziły mnie lekkie pocałunki na szyi. Moja skóra naprężyła się w przyjemności, a ja mruknęłam coś pod nosem. Podniosłam powieki. – Dzień Dobry. – Wychrypiałam przyciągając za koszulkę Guintera do siebie. – Wstawaj śpiochu. – hmm.. on jest ubrany, wykąpany… – Która godzina? – Dochodzi południe. – otwarłam szeroko oczy i gwałtownie się podniosłam. Guinter…



Trzynaście. (+18)

- Obudź się Pen. – Ktoś nade mną wisiał, ale chciałam go odgonić ruchem ręki. – Ja Ci machnę. Łopatą. W łeb! – ah ta Suzan. Otwarłam jedno oko. – Zmieniaj się, póki jesteś ze mną. – wzięłam głębszy wdech i jęknęłam głośno. – Zmień się do cholery! – przełknęłam ślinę i za chwilę zaczęłam…