Kategoria: Bishof L

Osiemnaście.

Szczerze? Kompletnie nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. – Nie masz za co dziękować. To tylko był efekt mojej złości. Pewnie masz dużo pracy, nie będę Ci już przeszkadzać. – jego twarz złagodniała. – Należało mi się. – wywróciłam oczami. – Dalej twierdzę, że jesteś aroganckim dupkiem. – burknęłam, a on zareagował tak jak się…



Siedemnaście.

Przed wyjazdem jeszcze raz przeglądnęłam przebieg wypadku tego nastolatka i skierowałam się do szpitala. Od razu mnie wpuścili. Usiadłam obok łóżka chłopaka, który miał 17 lat. Czyli prawnie może być już karany sądowo. A się wkopał… – Cześć. – uśmiechnęłam się lekko. – Idź sobie. Nie potrzebuje psychologa. – w jego głosie słychać było smutek….



Szesnaście.

Droga do mojego mieszkania zajęła mi prawie pół godziny, bo były straszne korki. Zaparkowałam na parkingu przeznaczonym specjalnie dla mieszkańców starej kamienicy. Okolica była straszna, naprawdę. Normalnie, gdybym tutaj nie mieszkała, to za żadne skarby bym się tutaj nie plątała. Otwarłam skrzypiące drzwi do klatki i weszłam na pierwsze piętro. Moje mieszkanie było moją odskocznią….



Piętnaście – Meredith.

Przyjechałam na stajnie cała podenerwowana. Ostatnimi czasy miewam nie przyjemne uczucia jadąc do jedynego miejsca gdzie chciałam być. Zaparkowałam Nissana na parkingu przed długim budynkiem i wyszłam pragnąc pozbyć się tego okropnego uczucia. Nasza stajnia zaczęła się zmieniać. Nie mówię, że na źle, ale Clara i Charles mają w sumie 7 swoich koni w treningu…



Czternaście

Ciągle mną targały wymioty, których nie miałam w sobie. Po policzkach polały mi się łzy. Nie miałam już siły. – Jeszcze chwilę. – szepnął obejmując mnie od tyłu. Dawał mi swoje ciepło. Następne zdarzenia działy się bardzo szybko. Pomógł mi się ubrać, a jak Mia związywała mi włosy, Charles zadzwonił… chyba do Travisa, żeby podjechał…



Trzynaście.

Następne trzy tygodnie były najszczęśliwszym moim okresem w życiu. Spałam czasami u nich w domu, ale częściej oni u mnie, bo w tygodniu Charles jechał do pracy, a Mia do szkoły. Z końmi dogadywałam się coraz lepiej. Mia już sama wsiadała na Uthopię i zagalopowała na lonży! Jest progres! Tuptuś pojechał do domu, tak samo…



Dwanaście.

Obudziło mnie ciche pukanie. Podniosłam głowę. Mia weszła do sypialni. Pokazałam jej, żeby nic nie mówiła. Charles jeszcze spał wiec cicho wyplątałam się z jego objęć, a na swoje miejsce wepchałam mu miśka. Mia zachichotała gdy przytulił pluszaka oplatając go rękami i nogami. Wyglądało to bardzo śmiesznie. Od razu poprawił mi się humor. Wyszłam z…



Jedenaście.

- Jezuss… fuuj!! Co to jest za kawa?! – Charles odskoczył od kubka, jakby go poparzył. Mia się roześmiała. Upsik. Przez przypadek zamieniłam moją z jego. Specjalnie zrobiłam dla siebie bardzo mocną, żeby mnie rozbudziła. Zamieniłam nasze kubki. – Wypadek w pracy. – puściłam mu oczko i dosypałam sobie dużo cukru. Wzięłam łyk i mnie…



Dziesięć.

Odprowadziłam ich do auta. – Może mnie nie być do godziny. Mam konia z którym muszę popracować sama w terenie. – Charlesowi nie podobał się ten pomysł. Podszedł do mnie. – Z daleka od wody. – szepnął tuż przy moich ustach. Prychnęłam i pocałowałam go lekko. Pomachałam Mii i patrzyłam jak odjeżdżają. Wróciłam do stajni,…



Dziewięć.

- Przyjdziemy później, tylko trochę się ogrzejemy… – przerwałam. – Charles masz jakieś ciuchy na przebranie? – znów się uśmiechnął pokazując zęby. Wywróciłam oczami. – Mi tam odpowiada chodzenie nago. – wszyscy, włącznie z Mią roześmiali się. – Mam coś w aucie. Mia pójdziesz po swój plecak do samochodu? To obok jest tam koszyk w…